Chciałem wrócić do sportu. Tak zaczęła się historia Yoga Bazar i marki Sayoga

Chciałem wrócić do sportu. Tak zaczęła się historia Yoga Bazar i marki Sayoga

O stracie, szukaniu pomocy i determinacji, która napędzała mnie najpierw na macie, a później w budowaniu własnych marek.
Straciłem coś, co było ważną częścią mojego życia
Byłem młodym sportowcem, kiedy zaczęły się moje problemy z kolanami. Jeszcze w gimnazjum pojawiły się kontuzje, później kolejne uszkodzenia więzadeł i kilka zabiegów na oba kolana. Zamiast wracać do sportu, mierzyłem się z coraz większymi ograniczeniami.
Nie chodziło tylko o ból. Sport był ważną częścią mojego życia, a ja nie mogłem go uprawiać. To była dla mnie ogromna strata.
Pływałem, chodziłem na siłownię i fizykoterapię, ale nie udawało mi się wrócić do niczego więcej poza chodzeniem. Problemy objęły też biodra i odcinek lędźwiowy kręgosłupa. Proponowano mi kolejne zabiegi, bez gwarancji powrotu do zdrowia. Rosła moja desperacja, a razem z nią determinacja. Nie chciałem pogodzić się z tym, że tak już zostanie.
Joga była jedną z kolejnych prób
W 2009 roku trafiłem do ośrodka łączącego jogę z fizjoterapią. Nie szukałem nowej pasji ani pomysłu na życie. Chciałem wrócić do sportu, a zajęcia były kolejną próbą znalezienia czegoś, co mi w tym pomoże.
Zaczynałem z trudnego punktu. Byłem bardzo sztywny, kolano nie zginało się w pełni i nadal było niestabilne. Stopniowo zacząłem jednak odczuwać poprawę. Wsiąkłem w jogę nie dlatego, że przychodziła mi łatwo, ale dlatego, że zaczynała mi pomagać.
Dlaczego sklep, a nie nauczanie?
Nie myślałem wtedy o prowadzeniu zajęć. Sam mierzyłem się z dużymi ograniczeniami i chciałem skupić się na własnej praktyce. W ośrodku, z którym byłem związany, uczyli wyłącznie fizjoterapeuci, a mnie zależało, żeby zostać właśnie tam. Jednocześnie musiałem już samodzielnie się utrzymywać.
Skończyłem zarządzanie w SGH i mogłem pójść ścieżką kariery w dużej firmie. Wybrałem coś innego: sklep, który pozwalał połączyć kompetencje biznesowe z dziedziną mającą dla mnie osobiste znaczenie.
Nie czułem się pewnie. Rzuciłem się na głęboką wodę i bałem się, że sobie nie poradzę, że zawiodę. Ten lęk był trudny, ale mobilizował mnie do pracy.
Skąd wziął się Yoga Bazar?
W 2014 roku założyłem Yoga Bazar, sklep z szeroką ofertą dla osób ćwiczących jogę. Nazwa wzięła się z mojego Erasmusa w Stambule w 2011 roku. Bazar kojarzył mi się z czymś orientalnym, żywiołowym i różnorodnym, a jednocześnie jakościowym.
Za tym pomysłem stały setki drobnych działań: sprawdzanie produktów, robienie zdjęć, pakowanie zamówień i nauka kolejnych rzeczy potrzebnych do prowadzenia firmy. Najważniejszą osobą, z którą budowałem Yoga Bazar, był Michał Szczerek. Przez osiem lat, aż do 2022 roku, spędzaliśmy razem mnóstwo czasu, a do 2018 roku sami pakowaliśmy każdą paczkę.
Od początku miałem jedną obsesję: nie zawieść klientów. Lęk, który towarzyszył mi na starcie, zamienił się w troskę o każde zamówienie. Do dziś jest to mocno zakodowane w firmie, co potwierdzają opinie klientów. W 2016 roku NowyMarketing w tekście o archetypach marek w polskim e-commerce wskazał Yoga Bazar jako przykład archetypu opiekuna.
Nie robiłem tego sam
Yoga Bazar nigdy nie był historią jednej osoby. Bardzo wspierali i nadal wspierają mnie Rodzice, a obecnie także moja Kochana Żona Marta. Zespół zawsze był niewielki: w szczytowym momencie w firmie pracowały cztery osoby, a ze starego składu do dziś jest ze mną Marta Wiewiórko. Ważne są dla mnie relacje z nauczycielkami jogi, z którymi współpracowałem lub nadal współpracuję, a także współpraca z partnerami, na przykład z PortalYogi. Na różnych etapach wiele osób wnosiło swoją wiedzę i pomoc. Nie sposób wymienić wszystkich, ale bez nich ta historia wyglądałaby inaczej.
Sayoga: od znajomości produktów do własnej marki
Przez lata dobrze poznałem akcesoria do jogi, szczególnie maty, i coraz lepiej wiedziałem, jakie cechy chciałbym połączyć we własnym produkcie. Tak w 2020 roku powstała Sayoga: polska marka, która miała być estetyczna, funkcjonalna i możliwie ekologiczna.
Zanim złożyłem ostateczne zamówienie, często testowałem wiele wersji tej samej maty. Gotowy produkt był efektem porównań, poprawek i szeregu drobnych decyzji.
W budowaniu wizji marki pomagały mi Livia Stachyra i Maja Reguła. To one zaproponowały nazwę Sayoga. Litera „y” w logo łączy dwa słowa, „say” i „yoga”, i otwiera zaproszenie, które można rozwijać dalej: say yoga, say meditation, say flow.
Kolejne wyzwania
Rozwój firmy nie oznaczał końca trudności. Mniej więcej co trzy lata przychodził większy kryzys.
Pierwszy, w 2016 roku, był najbardziej osobisty. Byłem wyczerpany firmą i myślałem, że zrezygnuję. Przez mniej więcej miesiąc zdarzało mi się leżeć w łóżku i patrzeć w sufit. To był jedyny moment w moim życiu, kiedy aż tak się posypałem.
Zrozumiałem wtedy, że prowadziłem firmę jak projekt. A projekty się kończą, firma nie. Musiałem nauczyć się układać życie tak, żeby obok firmy było miejsce na życie prywatne, spotkania z ludźmi, pasje i inne aktywności. Nie tylko na ciągłe poprawianie, wymyślanie nowych działań i nakładanie na siebie kolejnych wyzwań. Musiałem też nauczyć się bardziej ufać: ludziom, sobie i życiu. Bałem się, że jeśli choć na chwilę przestanę myśleć o firmie i o nią walczyć, wszystko się zawali.
W 2018 roku przeszedłem na zewnętrzny model logistyczny. Wcześniej osobiście dopinałem każdą paczkę. Potem musiałem nauczyć się dbać o klientów w firmie opartej na procesach, która ma większą bezwładność i w której nie wszystko robię własnymi rękami. Była to ogromna lekcja puszczania kontroli. Do tamtego modelu jednak bym nie wrócił.
Później przyszedł rollercoaster, tyle że odwrotny niż w wielu innych branżach. W pandemii, kiedy studia jogi były zamknięte, a ludzie ćwiczyli online w domach, sklep działał bardzo dobrze. W 2022 roku, po wybuchu wojny na Ukrainie, popyt drastycznie spadł, a klienci wrócili do zakupów stacjonarnych. Firma znalazła się w dużych tarapatach. Tamten czas nauczył mnie, że w tej branży nic nie jest dane raz na zawsze.
Dziś znów stoję przed dużą zmianą. Sztuczna inteligencja przestawia e-commerce, a koszty reklamy rosną. Zmieniają się też sami praktykujący: na maty wchodzi pokolenie, które szuka inspiracji zupełnie gdzie indziej niż ja kiedyś. Znów się więc uczę, tym razem także od młodszych. To wymagające, ale daje możliwości, których kilka lat temu nie było.
Gdzie jestem dziś
Dziś tańczę swinga, jeżdżę na nartach biegowych i biegam. Przebiegłem półmaraton. Czuję się trochę jak Benjamin Button: im jestem starszy, tym zdrowszy mój aparat ruchu. Pomogła mi w tym nie tylko joga, ale też trening funkcjonalny z fizjoterapeutą, taniec i inne formy ruchu oraz terapii. To jednak od jogi zaczął się zwrot ku lepszemu i joga wciąż jest w moim życiu.
Nie zaczynałem z gotową wizją dwóch marek. Byłem młodym człowiekiem, który stracił możliwość uprawiania sportu i bardzo chciał ją odzyskać. Udało się, a po drodze powstały Yoga Bazar i Sayoga. Tworzę je dla wszystkich, którzy wchodzą na matę z własnym powodem. Czasem takim jak mój: po prostu chcą wrócić do ruchu.
Polecane

Mata do jogi Sayoga Performance Mat Black







