Otrzymaj 5%-owy kod rabatowyZapisz się do newslettera

Unplugged, czyli życie poza siecią

2019-04-03
W moim poprzednim życiu, aby zadzwonić do koleżanki biegłam do budki telefonicznej na skrzyżowaniu. A jeśli okazywało się, że nie działa w niej telefon, bo ktoś urwał kabel od słuchawki to 2 km dalej była następna budka. Wiadomości oglądałam w telewizji, a mieszkania do wynajęcia szu-kałam w gazecie. Takiej drukowanej. I nie było to 100 lat temu. A dziś? Czy jesteśmy w stanie przeżyć choć jeden dzień bez netu? Nazywam się Natalia Kraus i też byłam uzależniona od sieci 20 lat temu spędzałam każdą wolną chwilę na świeżym powietrzu, jeździłam na rowerze, skakałam w gumę, w linkę, no i oczywiście czytałam mnóstwo książek. Być może właśnie dlatego poszłam na polonistykę i zostałam redaktorem. Coś trzeba było robić w wolnym czasie, a takie pojęcia, jak tablet i smartfon nie istniały. Ważne było, czy twoje Wigry 3 są szybsze od hulajnogi koleżanki z końca ulicy i czy potrafisz przeskoczyć przez gumę na wysokości ramion. Jeśli chciałaś się dowiedzieć, co słychać u koleżanki, trzeba było się z nią po prostu spotkać. Dziwne co? Nie pogadać na messengerze, tylko fizycznie zobaczyć. To dopiero wyzwanie! Dobra, stop! Idziemy do 2012 roku. Moja praca polega w zasadzie tylko i wyłącznie na siedzeniu przy komputerze. Czasami muszę zerknąć do jakiejś książki, ale umówmy się, i tak większość materiałów potrzebnych do napisania każdego artykułu znajduję w necie. Wydawało mi się to takie naturalne i normalne aż do momentu, gdy kiedyś zepsuł mi się router. Matko! Nie było go przez kilka godzin! Taka piękna katastrofa. Naprawdę piękna, bo to dopiero uzmysłowiło mi, albo mówiąc po buddyjsku „oświeciło mnie”, jakie tony czasu ja spędzam w sieci. Awaria miała trwać jeszcze kilka godzin. Rozglądnęłam się po mieszkaniu. Sprzątnie? Nie, mam to zaplanowane na inny dzień. Książka? Za ładna pogoda. Tak, wyjdę na spacer. Poszłam na spacer po osiedlu. O, to tutaj jest sklep ogrodniczy? (yyy, jak mogłam wcześniej go nie zauważyć - a to tuż pod domem). O, sąsiadka ma nowego psa. Jaki miły. Kurczę, wybudowali już ten budynek? Kiedy? W tym momencie dotarło do mnie, jak bardzo nieuważnie i w pośpiechu żyję. Nie jestem w stanie zauważyć nawet dużych zmian wokół mojego domu, a co dopiero tych malutkich. Spacer bardzo mnie dotlenił, także w sensie psychicznym. Po powrocie postanowiłam metodą uważności według Thih Nhat Hahna (mistrz zen i znany nauczyciel uważności z Francji) zamieść zewnętrzne schody, żeby dalej być na powietrzu. Wzięłam małą miotełkę i szufelkę i kawalątek po kawałku, wolnymi i precyzyjnymi ruchami zaczęłam zamiatać. Schodek po schodku. Stałam się tą szufelką i tą zmiotką. Każdy oddech był zintegrowany z ruchem ręki i odgłosem zamiatania. Schodów było dwadzieścia jeden. Po skończonej pracy poczułam się nie zmęczona, tylko niesamowicie odprężona. Życie bez sieci… Jakie to inne i … cudowne! Dziś jest 2019 rok. Na szczęście dawno przepracowałam już swoje uzależnienie od sieci, ale wiem, że łatwo nie było. Jednak warto zawalczyć o swoją wolność. A jak to zrobić?

Unplugged

„[…] Bycie ciągle on-line oznacza, że jesteśmy narażeni na to, by nam ktoś przerywał, że wciąż stresujemy się nadchodzącymi informacjami, ciągle jesteśmy na łasce żądań innych. Trudno jest zwolnić, jeśli stale sprawdzasz nowe wiadomości.” - pisze Leo Babauta w książce „52 zmiany”, w rozdziale „Wyłącz sieć”. Trudno się z nim nie zgodzić. Gdy uwolnisz swój umysł od sieci, przestaniesz zastanawiać się, czy coś cię właśnie nie ominęło, czy przypadkiem nie zauważyłaś ważnego maila, wpisu na Facebooku, nowego zdjęcia na Instagramie. Naprawdę nic się nie wydarzy, jeśli coś cię ominie. Ok, najpierw musimy się przyznać: jestem uzależniona/jestem uzależniony. Ale co dalej? Przecież nie możemy tak po prostu odłączyć się od Internetu bo praca, znajomi, życie… Powoli. Zacznijmy od tego, że życie nie kończy się na komputerze/tablecie/smartfonie. Aby zacząć żyć poza siecią, trzeba sobie stworzyć do tego przestrzeń Innymi słowy wymyślić takie aktywności, które nie angażują Internetu. Inaczej z braku laku i tak po niego sięgniesz w wolnej chwili. Kiedyś nie było internetu, a ludzie jakoś spędzali wolny czas. No właśnie. I co oni wtedy robili? No np. spotykali się w realu. Grali w karty, gry planszowe, dyskutowali o książkach, polityce, pogodzie i nowej sukience sąsiadki. Bawili się z dziećmi, czesali kota, obserwowali niebo albo słuchali natury. Ty też możesz. Zacznij od jednej godziny w ciągu dnia. Wyłącz Internet, wycisz telefon. Spójrz na zegarek. Możesz nastawić budzik za godzinę. Spędź ten czas unplugged. Gdy dojdziesz do wprawy zobaczysz, że potrzebujesz coraz więcej czasu poza siecią i że twoje życie się zmienia. W końcu dojdziesz do momentu, kiedy to ty będziesz wyznaczać sobie godziny na przebywanie w sieci i poza nią. Tak, aby nie zatracać swojego cennego czasu.

Fomo i joga

Nowa rzeczywistość i nowe pojęcia. Stałe przebywanie w sieci wiąże się też z pewnymi zagrożeniami. Czy słyszeliście o fomo (fear of missing out)? Pojęcie to dotyczy świata mediów społecznościowych i relacji międzyludzkich. Fomo jest to niepokój, dyskomfort związany z poczuciem, że coś nas omija. To irracjonalny strach przed tym, że ominie nas jakaś ważna wiadomość/promocja/plotka kiedy wyłączymy się z internetu, np. podczas praktyki jogi. Należy pamiętać, że media społecznościowe to nie jest realny świat. To, co pokazują nasi facebookowi znajomi bardzo często ma się nijak do ich rzeczywistości. Praktykowanie jogi i uważności to bardzo dobra metoda na pozbycie się fomo. Po prostu realny świat wokół nas jest o wiele ciekawszy. Aby nie dać się wkręcić w sieć, dosłownie, postanów sobie, że np. jeden dzień w tygodniu, albo dwie godziny w ciągu każdego dnia będziesz całkowicie unplugged. Bardzo szybko przekonasz się, jak wspaniały wokół jest świat i ile szczegółów było do tej pory poza twoim zasięgiem. Kojarzysz napisy przed przejściami dla pieszych „odłóż smartfon i żyj”? Ty też odłóż smartfon i żyj pełnią życia. W realu.

Kilka słów o autorze:

Natalia J. Kraus - slow life coach, instruktor balance yogi, blogerka i redaktor. Założycielka i wieloletnia redaktor naczelna magazynu „Joga”. Prowadzi warsztaty o życiu slow w dużym mieście, pisze m.in. dla magazynu „Joga”, portalu Yogabazar.pl, Joga-joga.pl, Lifearchitect.pl i innych.

Więcej info: www.nataliakraus.pl

  • facebook
  • pinterest
  • googleplus1
  • twitter
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel